BLOG

Szkolenia, projekty, aktualności

#5 SZYBKA DECYZJA – CYKL „SZTUCZKI SPRZEDAWCÓW”

Jestem łasuchem. I to bez dwóch zdań. Uwielbiam czekoladę, pączki (mniam!), a ponieważ lubię też kucharzyć, dużo słodkości robię samodzielnie. Kiedy przeglądałam internetową gazetkę jednego ze sklepów, zobaczyłam nowy smak czekolady i zaśmiałam się sama do siebie, bo przypomniałam sobie jedne z moich zakupów sprzed kilku lat.

Pewna marka wprowadziła na rynek niespotykany wcześniej smak czekolady, a opakowanie było opatrzone magicznym napisem „edycja limitowana”. Jako czekoladowy potwór musiałam oczywiście spróbować. Posmakowało, a jakże. No ale przecież edycja limitowana, więc pewnie za niedługo zniknie z półek… Kupiłam więc kilka tabliczek na zapas i tak się zajadałam. Minął miesiąc, drugi, trzeci, rok, drugi, trzeci, a czekolada – mimo edycji limitowanej – wciąż była w sprzedaży. Świetnie, dałam się wtedy nabrać na coś, co Cialdini nazywa regułą niedostępności. Znacie to?

Kiedyś z mężem w poszukiwaniu jakiegoś sprzętu odwiedziliśmy lokalne sklepy z AGD, żeby porównać ceny. Byliśmy w pięciu miejscach i w trzech powiedziano nam, że to ostatnia sztuka, a w dwóch podobno wszystko było wyprzedane, ale cudem udało się znaleźć jedną sztukę w magazynie. Czasami faktycznie towar schodzi ekspresowo i takie stwierdzenie może być zgodne z prawdą, ale czasami jest to tylko i wyłącznie sztuczka. Dajemy się złapać w pewną pułapkę – produkt limitowany lub o ograniczonej dostępności wydaje nam się atrakcyjniejszy. Chcemy go mieć, nawet jeśli nie zawsze go potrzebujemy, bo obawiamy się, że dla nas zabraknie.

Na pewno mieliście też okazję rozmawiać z konsultantami operatorów komórkowych. Kiedy dzwonią (czasami uparcie i bez przerwy), mówią zazwyczaj, że to oferta, która obowiązuje tylko dzisiaj i tylko w trakcie rozmowy. Nie możecie zastanowić się do jutra, bo jutro będzie to już nieaktualne. Zastrzegają też, że w salonie nie będą mogli już zaproponować Wam tak korzystnej opcji. Po jednym z takich telefonów z ciekawości odwiedziłam stronę www operatora, a potem przespacerowałam się do salonu. I wiecie co? Dostałam inne propozycje, dużo bardziej opłacalne. Czyli jednak się da?

I jeszcze świeża sprawa. Nie tak dawno temu trafiłam w sieci na kurs online związany z pamięcią. Oferta była całkiem ciekawa, cena też. Jedyne, na co zwróciłam uwagę, to data, po której kurs miał zdrożeć o połowę. Link zapisałam, a później w natłoku spraw, zajrzałam na stronę już po tej dacie. Cena kursu nie zmieniła się, zmienił się za to termin i kurs miał być w tej cenie dostępny przez kolejne dwa tygodnie. Później przez kolejne i kolejne, aż w końcu przestałam sprawdzać. Pisząc ten artykuł, zajrzałam tam jeszcze raz i cena wciąż niezmienna… Ktoś, kto wchodzi w taką ofertę po raz pierwszy, widzi, że ma mało czasu i chętniej skorzysta z zakupu. A później okazuje się, że to zaplanowane działania, a klient dał się nabrać.

Dlaczego limit czasowy tak działa na klientów? Przede wszystkim człowiek nie ma możliwości, żeby się zastanowić i porównać oferty. Nie chcemy nic stracić, więc czasem wydaje nam się, że lepiej mieć więcej, zrobić zapas, a nuż się przyda…

Jak się przed tym bronić? Nie wyłączać myślenia! Czasami okazuje się, że produkt, który jest w niższej cenie w określonym czasie można taniej kupić gdzieś indziej w regularnej cenie!

A czy Wy macie jakieś doświadczenia związane z ograniczoną dostępnością produktu? Może też jesteście łasuchami i robicie czekoladowe zapasy? 🙂

PS: To ostatnia sztuczka w tym cyklu, ale w przyszłym tygodniu wrzucę jeszcze małe podsumowanie 🙂